Babiniec Cafe Strona Główna

Poprzedni temat «» Następny temat
Nauczyciele-świry z naszej młodości ;)
Autor Wiadomość
markdottir Wysłany: 2017-02-07, 10:16   

Starsza Kobieta
Wojtek, lat 12 i pogodynka


Dołączył: 02 Wrz 2008
Posty: 8107
Skąd: z szuflady
:rotfl: :rotfl: :rotfl:
W podstawówce miałam dość normalnych nauczycieli. Żadnych odlotów.
Była pani od biologii, która przeklinała i biła uczniów, jak ją wkurzyli. Wtedy nikomu to do głowy nie przyszło, teraz pewnie byłaby afera na całą wieś za takie akcje.
Za to w LO mam wrażenie, że uczyli mnie niemal sami zakręceni nauczyciele (XIV LO w Warszawie). A i kilku najsłynniejszych mnie ominęło.
Miałam panią od biologii, która kazała nam wyklejać wszystkie etapy mejozy i mitozy z plasteliny. Mniej utalentowani plastycznie uczniowie robili te plansze kilka razy zbierając całą kolekcje pał. :masakra: Na spotkaniach klasowych jeden kolega opowiada, że wciąż mu się śni jak je lepi. Do tego pani ta była bardzo religijna i ocena z biologii zależała od obecności na rekolekcjach i lekcjach religii (przez rok, kiedy nas uczyła mieliśmy niesamowitą frekwencję na religii).
Pan od geografii zwany Wiesiem (wciąż uczy) miał taki system, że pytał z 3 ostatnich lekcji najpierw tych co się zgłaszali, potem tych bez oceny. Dopóki ktoś nie miał oceny, nie pytał drugi raz. Bardzo wygodne 8) Uczył nas z pożółkłego zeszytu, w którym miał zapisane takie ważne rzeczy jak liczba ton różnych zbóż zebranych w latach 50-tych lub węgla wydobytego w 60-tych. Zawsze tez dziwiło go, ze zasoby ropy na świecie maleją, bo mu na studiach mówili, ze są niewyczerpane. Jego konikiem były mapy. Odpytywał z linii brzegowej poszczególnych krajów, oraz głównych rzek i ich dopływów. :masakra: Na szczęście bardzo rozpraszały go dekolty i krótkie spódnice. :hyhy:
Pan od PO (emerytowany żołnierz) miał takie flow, ze miał w szkolnej gazetce osobną rubrykę i oceniał klasówki na ilość, więc pisało się w kółko to samo, byle dużo. Jego konikiem były ataki atomowe. Byliśmy rewelacyjnie przygotowani merytorycznie na wybuch bomby atomowej.
W szkole była pani od polskiego, która na drzwiach od swoje klasy napisała: salon języka polskiego i kazała zdejmować buty przed wejściem. Dyktowała "jedyną świętą i obowiązującą wersję interpretacyjną" i ocena spadała w zależności od tego ile się zmieniło. Używała tez zupełnie niezrozumiałych zwrotów. Dla uczniów, którzy mieli potrzebę dyskusji i własnych interpretacji było 5 min, kiedy oni sobie dyskutowali, a pani sprawdzała listę, robiła inne rzeczy, potem przerywała i dyktowała swoje. Ubierała się od stóp do głów w panterkę.
I moja "ukochana" pani od matmy (też wciąż uczy), która wchodziła do klasy 5 minut spóźniona, bo zahaczała o sklepik, gdzie kupowała cole i hotdoga i mówiła w drzwiach: "nienawidzę Was". Robiła 2h klasówki podczas których paliła papierosy przy otwartym oknie, bo nie mogła wytrzymać. Zwykle 1/4 klasy (matematycznej) miało zagrożenie z matmy, bo pani miała metodę: "nie rozumiesz? to choć zapytam Cię". :masakra:
W 4 klasie powiedziała, że wszystkim, którzy zrezygnują z matmy na maturze postawi 2 bez niczego i nagle pani od historii z przerażeniem stwierdziła, że ma tłum chętnych do zdawania historii, którzy przez 4 lata nie wykazali nawet minimalnego zainteresowania przedmiotem. :rotfl:
Pani miała długaśne czerrrrwone pazury i takim pazurem narysowała koleżance na ścianie w łazience rozwiązanie zadania geometrycznego na maturze. ;)
Mieliśmy tez przez rok wychowawczynię, która miała ambicje mieć najgrzeczniejszą klasę w szkole (a trafiła jej się niezła banda łobuzów). Tresowała nas na godzinach wychowawczych, kazała siedzieć prosto z rękami na blatach ławek, krzyczała, wyrzucała za karę za drzwi, zabierała karty do gry, bo to patologia karty w rękach nieletnich (nasza szkoła słynęła z koła brydżowego - w kółko graliśmy). A na koniec roku nawet nam nie powiedziała, ze wyjeżdża i już ans nie będzie uczyć. A uczyła hiszpańskiego i na 5 trzeba było powiedzieć, ze Antonio Banderas jest przystojny (po hiszpańsku oczywiście).
Dla równowago mieliśmy też kilku pozytywnie zakręconych nauczycieli, których do tej pory wspominam z sentymentem, zwłaszcza polonistę i wychowawcę - anglistę o ksywce Jaś Fasola.
Mieliśmy tez fizyka, który wprawdzie uważał, ze kobieta nie jest w stanie fizyki zrozumieć, ale do kompletu prowadził świetne zajęcia z etyki i zaszczepiał w nas miłość do opery zabierając na spektakle do Teatru Wielkiego i tłumacząc zasady rządzące opera. Dzięki niemu miałam okazje wypić lufkę z Nigelem Kennedym. :rotfl:





Madame rośnie i Mademoiselle też
1% dla Patryka
Ostatnio zmieniony przez markdottir 2017-02-07, 10:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Nabla Wysłany: 2017-02-07, 10:29   

Starsza Kobieta
Every man must dine


Dołączyła: 02 Wrz 2008
Posty: 8751
Skąd: z bagien Hibernii
markdottir, mam wrazenie, ze nasze szkoly mialy podobny feel :D

markdottir napisał/a:
Odpytywał z linii brzegowej poszczególnych krajów, oraz głównych rzek i ich dopływów.

Mysmy ryli na pamiec doplywy Wisly i Odry po kolei, z rozroznieniem na prawe i lewe i doplywy doplywow. Pale dostawalo sie za powiedzenie, ze zboze sie wydobywa.

Swoja droga czesc moich nauczycieli uczyla tez moich rodzicow - moj ojciec u rzeczonej pani od geografii zaslynal na maturze odpowiadaniem na kazde pytanie typu "Gdzie jest najwiecej czegostam" tekstem, ze w Zwiazku Radzieckim. Jak sie komisja oburzyla w koncu, to zapytal taktycznie, czy maja cos przeciwko Zwiazkowi Radzieckiemu (~1975 rok) :rotfl:




"Ruszaj się, Bruno! Idziemy na piwo!"
"Jadźka! Chodu! Bierz kożuch! Ojce idą!"
 
 
markdottir Wysłany: 2017-02-07, 10:32   

Starsza Kobieta
Wojtek, lat 12 i pogodynka


Dołączył: 02 Wrz 2008
Posty: 8107
Skąd: z szuflady
Dyrektor moje LO była dyrektorem kiedy ja się uczyłam i jest teraz. Mam wrażenie, ze oni się nie starzeją. :rotfl:
Moja koleżanka z klasy już zapowiedziała dzieciom, ze je wydziedziczy jak wybiorą inne liceum. :hyhy:





Madame rośnie i Mademoiselle też
1% dla Patryka
 
 
Zmora Wysłany: 2017-02-07, 11:18   

Starsza Kobieta


Dołączyła: 11 Wrz 2008
Posty: 5297
Mnie za to ojciec całe życie mówił, że jego szkoła była straszna. Nie posłuchałam. Do tej pory słyszę wymówki: "a nie mówiłem?" Fakt, mam kiepskie wspomnienia z liceum, ale właściwie konkretne wydarzenia wyparłam i w sumie nic traumatycznego sobie nie przypominam. Jeden z nauczycieli trafił do psychiatryka (ale, jak się potem okazało, miał już takie problemy kilkadziesiąt lat wcześniej, gdy sam był na studiach). Drugi chorował, często przychodził z wenflonem w ręce, kilka razy z kolegami byłam u niego w odwiedzinach w szpitalu. Kilku z pewnością miało problem alkoholowy.
 
 
alexa Wysłany: 2017-02-07, 13:04   

Starsza Kobieta


Dołączyła: 02 Wrz 2008
Posty: 19610
Skąd: ...
markdottir napisał/a:
Dyrektor moje LO była dyrektorem kiedy ja się uczyłam i jest teraz. Mam wrażenie, ze oni się nie starzeją. :rotfl:


Moja ulubiona pani od polaka z liceum jest teraz jego dyrektorką a do tego liceum chodzi moj starszy syn ;) I jak idę tam na wywiadowki to mam wrazenie, że wrocilam do szkoły, bo polowa nauczycieli jest moich :rotfl:

W podstawowce w ósmej klasie jak koledzy przyniesli panu z fizyki gazetę z malo ubranymi paniami to było wiadomo, że lekcje będę "luźne", sprawdziany i kartowki też ;)
A do pani z historii lubianej absolutnie przez wszystkich mowila się Dorcia i odwiedzalo się ją w domu.




 
 
Urtica Wysłany: 2017-02-07, 14:32   

Rodzina głoduje, bo ja netuje


Wiek: 32
Dołączyła: 15 Sty 2009
Posty: 1473
Moje nauczycielskie "świry" to takie dość lajtowe w porównaniu z powyższymi.
W podstawówce mieliśmy babkę od geografii, która widziała UFO :hyhy:
W liceum było już więcej kwiatków, profesorka od matmy przychodziła w dwóch różnych butach, rzucała po klasie jabłkami i herbatą (całym opakowaniem) :) Miło ja wspominam, chociaż kompletnie nie potrafiła uczyć.
Profesorka od polskiego do koleżanki wystrzeliła z tekstem, że rży jak koń na woli. Ja zaś dostałam od niej uwagę za wycieranie nosa, przez które nie mogła prowadzić lekcji (ten sam temat poruszyła na wywiadówce :rotfl: )




 
 
Maura Wysłany: 2017-02-07, 18:37   

Rodzina głoduje, bo ja netuje
Mamosaurus


Jak do nas trafilas?: G.
Dołączyła: 25 Paź 2008
Posty: 1581
Moja pani dyrektor była jak terminator. Raz wlazłam jej w rece, gdy szykujac sie do jakiegos apelu osmielilam sie zalozyc dzinsy i one osmielily sie miec dziure. Pani dyrektor pokiwala na mnie palcem i spytala głosem jak cała Arktyka czy zycze sobie wyleciec ze szkoły. Nie upieralam sie, ale wiecej w spodniach nie przyszlam.
Potem była jeszcze nasza wychowawczyni, historyczka, ktora po maturze wziela nas do siebie na wykopki, a my podpalilismy jej ogrodek. Przypadkiem.... I tak nas lubila.
W przeciwienstwie do biologicy, ktora nigdy nie słuchala odpowiedzi i walila dwoje, bo nic nie słyszala.
Polonistka uwielbiala jednostki cytujace. Jesli sie walilo cytatami przy odpowiedzi, czlowiek byl bezpieczny. Ale na maturze 4 to byl max.
No i "piekna" rusycystka. Miala zwyczaj malowania oczu od konca do konca. W kolorach teczy. Cale powieki. Jak ruska wańka wstańka. Ale Artjek wciaz brzmi mi w uszach. :love:






 
 
fastyna Wysłany: 2017-04-17, 10:25   

Starsza Kobieta
leniwiec


Wiek: 32
Dołączyła: 29 Wrz 2008
Posty: 6610
Ja miałam babkę od matematyki która rzucała takimi tekstami że wszyscy je w brudnopisach zapisywali. Do tej pory mam taki zeszyt z jej powiedzonkami :D
"Szkoda że PGRy pozamykali bo bym was krowy pasać powysyłała"







mój nałóg - blog
 
 
 
Wanderer Wysłany: 2017-04-17, 18:11   

Wałeczki na głowie, a ja netuje sobie


Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 597
W podstawówce mieliśmy bardzo krewką rusycystkę hasła "dziecko nie denerwuj mnie, bo tobą drzwi zaraz otworzę" i "rozmawia się z tobą jak z zasmarkanym jedzeniem" to była klasyka :cwaniak: Pani od muzyki słynęła z tego, że grała na pianinie jedną ręką, a drugą równocześnie poprawiała sobie makijaż :hyhy: Klasówki z muzyki były na ilość, a nie na jakość. Trzeba było napisać elaborat, ale istotne były tylko trzy części - wstęp, środek i zakończenie (tylko to wybiórczo czytała), cała reszta mogła być bajką o Czerwonym Kapturku :hyhy: Jak się wkurzyła to lała linijką po rękach...parę lat później ktoś oprzytomniał, zrobiła się afera na skalę telewizji i skończyła się jej "kariera" nauczycielska. Na biologii wyklejanie z plasteliny układów pokarmowych czy robienie wyklejanki z rozbiorem na części pierwsze tulipana (gdy przychodziła w szkole pora tulipana posiadacze przydomowych ogródków wpadali w popłoch...bo to odbijało się natychmiast na stanie ich ogródka ;) to była tradycja wpisana niemal w statut szkoły :cwaniak:
W LO było też ciekawie. Piątkę z matmy można było sobie "załatwić" za pół litra...bo matematyk był alkoholikiem :cwaniak:
 
 
sreberko Wysłany: 2017-04-19, 09:08   
Temat po temacie, a bałagan w chacie


Wiek: 36
Dołączyła: 01 Cze 2014
Posty: 393
jeszcze kończąc studia zdarzało mi się, że miałam koszmary z nauczycielką od matematyki z Liceum. Pamiętam pierwszą klasówkę, z której dostałam jedynkę, mimo, że wszystkie zadania miałam dobrze rozwiązane. Na moje pytanie dlaczego - bo nie masz żadnego komentarza i na pewno to od kogoś spisałaś. Na każde półrocze minimum 10 osób zagrożonych, zazwyczaj te same. Nie pomagały korepetycje ani siedzenie nad zadaniami do 3 w nocy. Nic nie umiała wytłumaczyć, ciągle się czepiała. Jeden kolega miał tyle jedynek, że musiała rubryczkę koleżanki pod nim przedzielić na pół i tam mu je dopisywać bo się już nie mieściły.






 
 
Nabla Wysłany: 2017-04-19, 09:12   

Starsza Kobieta
Every man must dine


Dołączyła: 02 Wrz 2008
Posty: 8751
Skąd: z bagien Hibernii
sreberko napisał/a:
Pamiętam pierwszą klasówkę, z której dostałam jedynkę, mimo, że wszystkie zadania miałam dobrze rozwiązane. Na moje pytanie dlaczego - bo nie masz żadnego komentarza i na pewno to od kogoś spisałaś.

Pamietam moje pierwsze kolokwium z fizyki - prowadzacy mnie poprosil do siebie i poinformowal, ze to byly zadania do rozwiazania a nie rozprawka i zebym mu wiecej d* nie zawracala elaboratami :rotfl: I tak sie skonczyly efekty 4letniej licealnej tresury w pisaniu komentarzy i twierdzen pomiedzy poszczegolnymi linijkami rownan :rotfl:




"Ruszaj się, Bruno! Idziemy na piwo!"
"Jadźka! Chodu! Bierz kożuch! Ojce idą!"
 
 
turkus Wysłany: 2017-09-04, 18:35   

Wałeczki na głowie, a ja netuje sobie
Turkus


Dołączyła: 09 Wrz 2008
Posty: 441
Chyba w 4 klasie mieliśmy panią od języka polskiego, krótko, bo tak ze cztery miesiące, potem poszła na zwolnienie lekarskie i kilkuletni urlop zdrowotny, bo doznała wstrząsu mózgu. Powróciła jako nauczycielka ZPT dziewcząt. Jej słynne powiedzenia to: "szybko, szybko, w życiu trzeba się spieszyć", "pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł", "Jedną ręką to się kury maca i światło zapala". Była też pomysłodawczynią w roku bodajże 1979 przed świętami Bożego Narodzenia pracy ręcznej polegającej na wykonaniu obrazka metodą przyklejania do deseczki potłuczonych bombek choinkowych. Poproszona o przełożenie tej lekcji "na po świętach", bo wtedy łatwiej o stłuczkę z bombek odpowiedziała, że nie da się, bo tak ma ustawiony program nauczania. Przypominam, że w tamtych czasach nie tylko bombki, ale czasem też deseczki trudno było zdobyć. Aha, a babka doznała wstrząsu mózgu, bo wieszała u siebie w domu firanki. Nie miała drabiny, to na krzesło postawiła odwrócony do góry dnem garnek, zdjęła obuwie, wdrapała się na tą piramidę no i finalnie zleciała.




 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



forumla.pl - fora internetowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group