Babiniec Cafe Strona Główna

Poprzedni temat «» Następny temat
Nie kupuj - adoptuj!
Autor Wiadomość
Mik@ Wysłany: 2015-02-07, 10:21   Nie kupuj - adoptuj!

Wałeczki na głowie, a ja netuje sobie


Dołączyła: 04 Wrz 2008
Posty: 572
Dlatego nigdy nie kupię żadnego zwierzaka. Za miłą dla oka otoczką słodkich zdjęć kryje się brutalna rzeczywistość.
Pazerność, chęć zysku i znieczulica.
Nie ma się co łudzić, że "mój zwierzak pochodzi z cudownego miejsca". Nie! Suki szczeniące się na potęgę - do wycieńczenia. Szczeniaki traktowane jak towar. Psy zamknięte w małych klatach, w piwnicach lub na zewnątrz. Bez możliwości ruchu, mają tylko rodzić.
Oto kolejny dowód:
http://uwaga.tvn.pl/repor...wli,157021.html
https://www.facebook.com/UWAGATVN

https://www.facebook.com/...ewicach?fref=nf

Tym razem udało się ujawnić pseudo hodowle na ponad 110 psów. Ile jest jeszcze takich miejsc w Polsce?

Reaguj - nie KUPUJ. ADOPTUJ!

Adres do tej mordowni:
http://rosolowegwiazdki.w.interia.pl/kontakt.html
Jarosław, Magdalena, Łukasz, Rostkowski
Ul. Kośćiuszki 12a
18-200 Wysokie Mazowieckie
magdzia86@poczta.onet.pl
514-430-250
507-337-982
086-275-28-02

Nadmienię tylko, że Magdalena Rostkowska jest (jeszcze) lekarzem weterynarii.







„Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać.”
Aniołki - 27.X.2015 (') 29.X.2015 (')
 
 
focia Wysłany: 2015-02-07, 13:31   

Starsza Kobieta


Wiek: 27
Dołączyła: 04 Wrz 2008
Posty: 5584
Skąd: Warszawa
Mika, straszne :(

Ale nie traktowałabym tak każdej hodowli - prawdziwa hodowla tak nie wygląda. Zwierzęta są traktowane z miłością, rozród jest kontrolowany w taki sposób, aby czy suki, czy kotki nie ponosiły negatywnych konsekwencji zdrowotnych. Prawdziwy hodowca po prostu kocha zwierzęta. A pesudohodowle trzeba tępić.




 
 
Mik@ Wysłany: 2015-02-07, 14:08   

Wałeczki na głowie, a ja netuje sobie


Dołączyła: 04 Wrz 2008
Posty: 572
Focia - większość hodowli tak wygląda. Kupując rasowego szczeniaka za 300 zł musisz wiedzieć, że stoi z a tym przemysł czerpiący zyski z cierpienia i nie ma się co oszukiwać.
Z resztą z takich miejsc szczeniaki z rodowodem (!) chodzą i po 1.5 - 2K, więc jest o co "walczyć". Wcześniej czy później każdy hodowca dostaje pieniężnej sraczki i nie liczą się zwierzaki, tylko to ile za nie można wyciągnąć.
Koło mnie - renomowana, cudowna hodowla yorka, psy sprzedawane drogo, hodowca zarejestrowany w związku kynologicznym... pokazać Ci zdjęcia w jakich warunkach były przetrzymywane psy? W piwnicy, gdzie straż pożarna musiała wietrzyć pomieszczenie, bo fetor nie pozwalał przeprowadzić interwencji? W klatkach, załatwiały się sobie na głowy... 70 psów...


Hodowla z Halinowa: http://www.tvn24.pl/wideo...aylist_id=18203

Mogę mnożyć....






„Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać.”
Aniołki - 27.X.2015 (') 29.X.2015 (')
 
 
focia Wysłany: 2015-02-08, 20:45   

Starsza Kobieta


Wiek: 27
Dołączyła: 04 Wrz 2008
Posty: 5584
Skąd: Warszawa
Mik@ napisał/a:
Focia - większość hodowli tak wygląda. Kupując rasowego szczeniaka za 300 zł musisz wiedzieć, że stoi z a tym przemysł czerpiący zyski z cierpienia i nie ma się co oszukiwać.


Mika, zacznijmy od tego ze nie kupię rasowego szczeniaka za 300 zł. Za 1500, 2000 - i owszem. I serio, prawdziwe hodowle tak nie wyglądają. Nie mylmy ich z pseudohodowlami. Nie nazywajmy pseudohodowli, znęcania się nad zwierzętami hodowlą, bo tu nie o to chodzi. I robimy dużą krzywdę prawdziwym Hodowcom, ludziom kochającym zwierzęta. I serio - nie jest to większość. Znam jakieś 30 hodowli kocich, co najmniej 5-6 psich - każda z nich to miejsce, gdzie koty czy psy się po prostu kocha. Nie pisz więc, że większość.

Serio, nie wierzę, że można kupić zwierzę z takiego miejsca. Że można je kupić nie odwiedzając wcześniej x razy, nie widząc warunków, w których dorasta. Kupując kota odwiedziałam go po raz pierwszy jak miał jakiś tydzień, do momentu odbioru (3 miesiące) byłam u niego w odwiedzinach kolejne 3-4 razy. Widziałam co je, jak się bawi, jak jest traktowany on i inne koty. Inaczej nie zdecydowałabym się na kupno.

I dopóki będziemy kupować zwierzaki za 300 zł, nie dbając o to w jakich warunkach żyły - takie sytuacje będą się zdarzać. Rozumiem, że ktoś nie chce/ nie może wydać kilu tysięcy na szczeniaka - są schroniska, gdzie znajdziemy równie kochane zwierzaki, często w typie lubianej przez nas rasy. Ale to my - ludzie - wolimy oszczędzić kilkaset zł i kupujemy zwierzaki z takich miejsc. Brutalność tego świata polega na tym, że jest popyt - jest podaż. Niestety. I bojkotując prawdziwe hodowle nie tylko nie utrudnimy takim osobom dręczenia zwierząt i prowadzenia takiego procederu, ale wręcz ułatwimy.




 
 
Nabla Wysłany: 2015-02-08, 21:52   

Starsza Kobieta
Every man must dine


Dołączyła: 02 Wrz 2008
Posty: 8751
Skąd: z bagien Hibernii
focia, każda hodowla, taka "prawidłowa" tym bardziej, przyczynia się do promocji płacenia za zwierzęta. Takie zarejestrowane, dbające o zwierzęta hodowle pod nazwą "planu hodowlanego" doprowadzą do eksperymentów w rodzaju bardziej płaskich pyszczków u persów (co kończy się wypadającymi gałkami ocznymi), węższych oczu u syjamów (co kończy się kociętami rodzącymi się z nierozciętymi powiekami), skośnej sylwetki u owczarków niemieckich (problemy z kręgosłupem i dysplazja), ultrakrótkich ogonków u Manxów (rozszczep kręgosłupa, problemy z jelitami, artretyzm), chowu wsobnego w celu powielania błędów genetycznych tego typu:

dla pieniędzy i własnej satysfakcji. Nie widzę absolutnie żadnego pozytywnego aspektu odpłatnego rozrodu zwierząt ozdobnych, a już na pewno nie takiego, który dawałby im jakąkolwiek moralną wyższość nad panią z bloku, której się co roku okoci dachowa kotka.




"Ruszaj się, Bruno! Idziemy na piwo!"
"Jadźka! Chodu! Bierz kożuch! Ojce idą!"
 
 
focia Wysłany: 2015-02-09, 06:01   

Starsza Kobieta


Wiek: 27
Dołączyła: 04 Wrz 2008
Posty: 5584
Skąd: Warszawa
Jeśli chodzi o wpływ hodowców na zmiany w typie rasy - to się zgadzam w 100%. I mam świadomość negatywnych skutków z tym związanych. I weźmy także pod uwagę, ze każdy ma prawo mieć wybór - czy kupi dachowca od pani z bloku obok, czy z hodowli za ciężkie pieniądze, czy ze schroniska.

Kolejny aspekt to to, że hodowcy powielają i wzmacniają pewne cechy - choćby te o których napisałaś - bo nabywcy tego chcą. Chociaż w hodowlach NFO np. widzę chęć powrotu do starego wzorca rasy, sprzed kilkudziesięciu lat. Wiele razy uczestniczyłam w rozmowach skupiających się właśnie na problemie wzmacniania pewnych określonych cech, negatywnych skutków zdrowotnych z tym związanych i sposobów jak z problemem walczyć.

Natomiast nie zgadzam się na równanie hodowców - przynajmniej takich o których pisałam - z osobami, których działania są pokazane na powyższych linkach.


I moje prywatne - gdybym ja miała kupować psa, kupiłabym ze sprawdzonej hodowli. Pomijając kwestie, że zależy mi na określonych rasach, w których ważny jest dobór także pod względem psychicznym a nie tylko estetycznym, bałabym się wziąć psa ze schroniska, z nieznanymi traumami. Mniej bądź bardziej irracjonalny, ale jednak lęk.




 
 
Nabla Wysłany: 2015-02-09, 10:27   

Starsza Kobieta
Every man must dine


Dołączyła: 02 Wrz 2008
Posty: 8751
Skąd: z bagien Hibernii
W przypadku zapotrzebowania na zwierzę pracujące - o określonych cechach, poszłabym do zawodowego hodowcy i zapłaciła mu za efekt jego pracy - konkretnego psa. Bez gadania głupot o hobbystach, którzy swoje hobby każą sponsorować innym, windując ceny snobizmem na rasę i ilością kolorowych wstążeczek za stopień puszystości ogonka. Kilka tysięcy złotych za szczeniaka czy kociaka to nie jest zwrot kosztów, to jest dobrze skalkulowany przychód, uwzględniający koszty wystaw, zakupu kotki/suki, krycia i tak dalej - czyli kosztów uprawiania przez kogoś jego osobistego "hobby". Nijak mi się to nie pasuje do tej moralnej wyższości "pasji" wykonywanej z poświęceniem w imię wyższych celów. Zdecydujmy się, albo profesjonalna praca i zarabianie na rozmnażaniu albo wyższość etyczna nad "pseudohodowcami", którzy robią dokładnie to samo, tyle, że bez opłacania składek na Towarzystwo Wzajemnej Adoracji pt. związek kynologiczny czy podobne.




"Ruszaj się, Bruno! Idziemy na piwo!"
"Jadźka! Chodu! Bierz kożuch! Ojce idą!"
 
 
Licho Wysłany: 2015-02-09, 10:59   

Forumowy wyjadacz


Dołączyła: 10 Wrz 2008
Posty: 2240
Skąd: z maliniaka
tak na początek odnośnie hodowli...

http://www.crazynauka.pl/...cilo-rasy-psow/



i żeby było jasne: nie popieram pseudohodowli, ale.... prawo w polsce jest jakie jest. Więc powstają związki krynologiczne typu "kennel club", z których sprzedawane są zwierzęta "z rodowodem" niekoniecznie przypominające wzorzec rasy...

tutaj oczywiście powstaje pytanie, czy nam ten wzorzec pasuje czy też zauważamy to o czym pisała Nabla i autor cytowanego przeze mnie artykułu, ale umówmy się, że jeżeli płacimy za "rasowego" psa, to chcielibyśmy otrzymać szczeniaka, który po wyrośnięciu chociaż trochę będzie przypominał rasę...

Oczywiście ta ostatnia uwaga bierze się po doświadczeniach znajomych, którzy kupili rasowego szczeniaka, z rodowodem (z kennel clubu) a wyrósł im bardzo rasowy kundel. W ogóle dobrze że wyrósł, bo ledwo przeżył. Ja go widziałam kilka dni po przywiezieniu. Robaki wyłażące z dupska, psiak lejący się przez ręce. Na weterynarzy zostało wydane więcej niż wynosiła cena psa (a nie było to 300 zł)...

Ja mam z kolei doświadczenia w kupowaniu psa rasowego. Wybierałam dobrą hodowlę. Nie za dużą, żeby psy były dobrze zsocjalizowane (przy rottweilerze to ważne), prawdziwą hodowlę, żeby pies był zdrowy... Po roku musiałam psinie operować wiązadła w jednej łapie, bo się okazało że "się zerwało". Przypadek? Tego możemy się trzymać. Tyle że dziwnym trafem kilkoro szczeniąt po tej matce miało podobne operacje... I w momencie sprzedaży szczenięcia hodowca o tym wiedział, bo to były wcześniejsze mioty. Ba, wiedział o tym w momencie "robienia" kolejnego miotu...

Opowiadać można długo...


Ale odnośnie hasła "nie kupuj, adoptuj" - to jest hasło, które drażni mnie jak mało które. Oczywiście w założeniach jest słuszne. Gorzej jest z praktyką.

Dla wyjaśnienia - w chwili obecnej leczę rękę po pogryzieniu przez psa, którego adoptowaliśmy rok temu. I jestem szczęśliwa, że chciał mnie tylko "skarcić" a nie zagryźć, bo inaczej bym leczyła kikut po ręce... albo nic nie leczyła... Adoptowałam psa idealnego, nie przejawiającego agresji, odebrałam bezpośrednio od właścicielki, która wyjeżdżała za granicę i przez fundację szukała dla swojego psa jak najlepszego domku.

Psy adoptowane są z definicji psami trudnymi. Najczęściej nie znamy ich przeszłości, nie wiemy jak bardzo były krzywdzone. Mają złe nawyki, złe wspomnienia, trzeba wielu rzeczy uczyć je od początku. Czasem brudzą w domu, czasem niszczą, czasem gryzą. Czasem są chore (np. dysplazja, z którą da się żyć, ale koszt utrzymania takiego psa wzrasta wielokrotnie, czasem trzeba zoperować, czasem zrobić komplet badań u weta). Trzeba z góry nastawić się na wiele problemów behawioralnych. Biorąc psa "po przejściach" świadomie musimy decydować się na pracę z tym psem, na "wyprostowanie go". Więc nie można bazować na uczuciu "on jest taki biedny, zaopiekuję się nim". Adopcja powinna odbywać się ze świadomością tego, że może być trudno. Bardzo trudno.




:police:
 
 
bebe01 Wysłany: 2015-02-24, 13:16   
Pampersa mi dali i nowym nazwali


Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 6
Każda hodowla ma swoje za uszami. A jakie portale adopcyjne polecacie?





 
 
podwawelska Wysłany: 2015-02-24, 14:04   

Net włączony- gar z zupą spalony


Dołączyła: 18 Wrz 2008
Posty: 604
Skąd: z Constaru
Całym sercem polecam Celestyniaki

Szczególnie Edka, który jest cudnym zwierzakiem oraz niewidomego Heliosa.




Dlaczego kobiety nie chcą wychodzić za mąż? Bo dla 20 dkg kiełbasy nie warto trzymać całej świni w domu :D
 
 
emilka29 Wysłany: 2015-05-13, 10:58   
Pampersa mi dali i nowym nazwali


Dołączył: 13 Maj 2015
Posty: 11
pies ma byc przyjacielem nie ladnie wygladac. Ja tez mam adoptowanego i nie zamienilabym go na zadnego rasowego!:)
 
 
Pomelo Wysłany: 2015-05-20, 11:54   
Rozrywka w eterze -głupawka mnie bierze


Jak do nas trafilas?: wyszukiwarka
Wiek: 32
Dołączył: 19 Sty 2012
Posty: 112
A jak piszecie "adoptowany", to macie na myśli też taką sytuację, kiedy ktoś po prostu oddaje zwierzaka? Czy można tak z ulicy podejść do takiej organizacji albo schroniska i przygarnąć psiaka, czy to już jest masa formalności, sprawdzanie mieszkania itd?

Pytam, bo kiedyś przygarnęliśmy kotkę ze wsi i nie było problemu, bo to od kot od koleżanki, za to o zwierzętach oddawanych przez organizacje naczytałem się trochę, że nie jest tak różowo i prosto
 
 
Licho Wysłany: 2015-05-20, 19:12   

Forumowy wyjadacz


Dołączyła: 10 Wrz 2008
Posty: 2240
Skąd: z maliniaka
Ja pisząc "adoptowany" mam na myśli tą całą masę formalności. Czyli wizytę przedadopcyjną, umowę adopcyjną, wizytę poadopcyjną oraz wywiązanie się z warunków, które podpisałam w umowie adopcyjnej.

Podchodzę do tego (tych papierkologicznych i nie tylko utrudnień) ze spokojem, bo zdaję sobie sprawę z tego, że każda szanująca się fundacja musi sprawdzić, czy nie oddaje psa w złe ręce - np. na łańcuch, do pseudohodowli itepe. Często ludzie biorą psa nie zdając sobie sprawy, że tak na prawdę: nie mają czasu / siły / ochoty poświęcać mu tyle czasu ile pies potrzebuje.

ja psa wzięłam z fundacji:
www.rottka.pl

Mam słabość do rottweilerów. Lubię te psy, mam świadomość, że im bardzo trudno jest znaleźć "drugi dom". Trudniej niż innemu psu.

Ostatnio obserwuję ile adopcji jest nieudanych. Ludzie oddają adoptowane psy bo.... (ostatni przykład, który zapadł mi w pamięci)... bo pies robi kupy na trawniku w ogródku. Pani nie wychodzi z psami na spacery (drugiego ma jakiegoś "kieszonkowego"), tylko wypuszcza na ogród. I jej współlokatorski zaczęły się skarżyć, że cały trawnik w psich kupach... Więc pani oddała psa...

Nagminnie zdarzają się ucieczki (zaginięcia) świeżo adoptowanych psów. Bo człowiek nie myśląc o tym, że pies jeszcze nie zdążył się do niego przywiązać - spuszcza go ze smyczy. Albo wypuszcza "na ogród", z którego pies się wydostaje.

Są i sytuacje skrajne. Właściciele renomowanej stadniny adoptowali dwa psy. Doprowadzili je do takiego stanu - że jeden tego nie przeżył. Po prostu je zagłodzili. Bo umowę adopcyjną podpisał pan, a pani, która ma swojego ulubieńca śpiącego na poduszkach w domu - tamtych psów nie lubiła, więc o nie nie dbała. Psy zostały odebrane przez fundację interwencyjnie, po wizycie poadopcyjnej. Osoba która ją przeprowadzała powiadomiła fundację o tragicznym stanie psów. Jednego niestety nie udał się uratować.

Także nie dziwmy się, że fundacje starają się sprawdzić, czy osoby, którym powierzają swoich podopiecznych - są właściwe.




:police:
 
 
matylda81 Wysłany: 2017-04-24, 15:00   

Pampersa mi dali i nowym nazwali


Wiek: 36
Dołączyła: 01 Kwi 2015
Posty: 3
Skąd: Katowice
Mam dwa sliczne adoptowane husky. Ta rasa wyjatkowo czesto trafia pod opieke fundacji adopcyjnych. Ludzie czesto nie zdaja sobie sprawy z wymagan tej rasy i gdy pies podrosnie, domaga sie kilkunastu kilometrow spacerow dziennie to po prostu nie daja rady. A taki niewybiegany husky niszczy co popadnie bo sie nudzi.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



forumla.pl - fora internetowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group