Babiniec Cafe Strona Główna

Poprzedni temat «» Następny temat
Mama wraca do pracy..
Autor Wiadomość
Sill Wysłany: 2012-08-25, 15:00   

Poważnie uzależniona


Dołączyła: 01 Wrz 2008
Posty: 2913
Madeleine, kochana, ale to jest wątek jak poradzić sobie z rozstaniem, gdy dziecko idzie do żłobka, że tak delikatnie zauważę. Gdyby mnie było stać na fajną nianię, która dzieckiem się zajmie, a nie będzie oglądała telewizji przez cały czas, to oczywiscie że bym wolała taki układ :mad:




 
 
swanlake Wysłany: 2012-08-25, 20:15   
Rozrywka w eterze -głupawka mnie bierze


Dołączyła: 08 Kwi 2012
Posty: 136
Skąd: Warszawa
Sill napisał/a:
Gdyby mnie było stać na fajną nianię, która dzieckiem się zajmie


oj i gdyby mnie było stać na taką ( do tego zaufaną,sprawdzoną), to wtedy żaden złobek!




 
 
Caska Wysłany: 2012-08-28, 11:13   

Forumowy wyjadacz


Dołączyła: 02 Wrz 2008
Posty: 2214
Skąd: Gliwice
Stać to jedna sprawa, druga sprawą jest znalezienie takiej niani, której bez oporów dorobiłabym klucze do mieszkania i zostawiła z nią dziecko.
Wybrałam żłobek (prywatny, pod blokiem), bo nie miałam dostępu do niani z polecenia.

swanlake napisał/a:
dostlismy się do prywatnego dofinansowanego przez miasto i opłata bedzie podobno jak w państwowych,no zobaczymy...

Zazdroszczę. U nas zeszłej jesieni był wałkowany temat dopłat do żłobków prywatnych, ale okazało się, że pomimo zwiększenia budżetu dopłaty na jedno dziecko musiałyby trochę zmaleć (aktualnie ilość miejsc w żłobkach państwowych to kpina), w związku z czym wiadomo - poleciało chwytliwe hasło "prezydent chce podnieść opłaty za żłobki" i temat upadł :zdegustowany:




 
 
Leteecia Wysłany: 2012-08-30, 12:02   

Poważnie uzależniona
cyborg


Wiek: 35
Dołączyła: 08 Wrz 2008
Posty: 3124
Skąd: Silesia
Sill napisał/a:
Madeleine, kochana, ale to jest wątek jak poradzić sobie z rozstaniem, gdy dziecko idzie do żłobka, że tak delikatnie zauważę.

hmmm, a mnie się wydawało, że to wątek o ogólnym "problemie" powrotu do pracy. Założyła go Al., której dziecię zostawało z dziadkami, więc ani od niani, ani od żłobka się nie zaczynał ;)

A tak w temacie - w poniedziałek idę do roboty :rotfl: Moja mama ma wolne, więc przyjedzie do młodej, a od wtorku zaczynamy wożenie do teściowej. Logistyka mnie przeraża, nie mam pojęcia jak młoda zareaguje na taką nowość jak niemożność spania, do której się chce i ogólny brak mamy przez ponad 8h, no ale... postanowiłam iść na żywioł. Owszem, wspominam, że idę do pracy i mnie nie będzie, jak taty, ale nie ćwiczę ile nam zajmie wybranie się, nie wożę na próbę itp. Raz, że nie wiem jak w kryzysie będzie z robotę i czy nie jest o melodia na parę miesięcy :masakra: a dwa - przecież nie mamy wyjścia, to musimy dać radę, nie? 8) A tak na poważnie, to moja młoda dużo lepiej radzi sobie rzucona na głęboką wodę i postawiona przed faktem dokonanym, niż memłana przez miesiąc i przygotowywana na nie wiadomo jakie nieszczęście.

A tak nieco pozadzieciowo - jak przygotowujecie posiłki? Obiady/obiadokolacje w sensie? Stanęło na tym, że w większości przypadków teściowa będzie "funkcjonować jak placówka" ;) i po prostu będziemy młodą odbierać niemal w drzwiach. No więc jesteśmy o 17 w domu i zdałoby się coś wciągnąć :oczami: Dopiero zaczynacie szykować coś na szybko, czy jednak dzień wcześniej? Na samą myśl, że z moich 2-3h z Młodą, godzinę z okładem spędzę w kuchni mi niedobrze i jeść się odechciewa :sick:
 
 
kotetsu Wysłany: 2012-08-30, 13:28   

On znów gotuje bo ja wciąż netuje


Dołączyła: 22 Lip 2009
Posty: 1781
Skąd: Wawa
Leteecia napisał/a:
No więc jesteśmy o 17 w domu i zdałoby się coś wciągnąć Dopiero zaczynacie szykować coś na szybko, czy jednak dzień wcześniej? Na samą myśl, że z moich 2-3h z Młodą, godzinę z okładem spędzę w kuchni mi niedobrze i jeść się odechciewa

Jestem w domu o 16:30-40, P. przychodzi koło 17. Czasem mamy coś przygotowane do odgrzania (zapiekanka, jakieś pierogi zamrożone), ale najczęściej robimy po prostu dania, które się robią "same" czyli wymagające mało przygotowań np. pieczone ziemniaki i karkówka, spaghetti z przygotowanego wcześniej sosu i mięcha - max 20-30 minut, żeby z głodu nie paść.
Ale lubimy gotować, mamy salon z kuchnią połączony, więc jak coś robimy to młody bawi się w swoim kącie w salonie. Czasem pomaga mieszać :hyhy: A jak coś jest bardziej absorbującego to jedno robi żarcie, a drugie dziecia zabawia, bo najczęściej chcąc byc w geometrycznym centrum wszechświata Witek zabawki próbuje nam pod nogami układać.





 
 
Cza_net Wysłany: 2012-08-30, 15:10   
On znów gotuje bo ja wciąż netuje


Jak do nas trafilas?: z gimbli
Dołączyła: 30 Paź 2008
Posty: 1938
Skąd: Wawa
Leteecia napisał/a:
ale nie ćwiczę ile nam zajmie wybranie się,

jak się gdziekolwiek wybieram z młodą to szybciej niz w godzinę nie umiem wyjśc z domu rano :masakra:

Let, przygotowywanie to jedno, a drugie to czy Twoja mała zrozumie, ze Ciebie nie bedzie przez 8 godzin, myślę, że nie. Takie małe dzieci chyba daleko sięgającej wyobraźni nie mają i raczej zalezy im na tym co się dzieje tu i teraz.
Ewentualnie można robić pozytywne wrazenie wokół sprawy, np, mówić, ze u babci jest super, będziecie się bawić, jeśc pyszny obiad itp.

Leteecia napisał/a:
przecież nie mamy wyjścia, to musimy dać radę, nie?

no jasne ;)

ja zdecydowanie wolę przygotowac coś do jedzenia wcześniej i tylko odgrzać lub robić coś co nie wymaga w ogóle mojego udziału poza włączeniem, typu: wstawić kurczaka i warzywa w parowarze.
1. ze czasem mogę padac z głodu wchodząc do domu, 2. szkoda mi czasu marnować, wolę się z małą pobawić, 3. czasem mi trudno dopilnowac i nie rozgotowac makaronu itp
Ja po powrocie do domu jestem sama z małą, mąz wraca sporo później, więc wszystko na mojej glowie ;)




[/url]

ciuszki małe i większe
 
 
madzik1977 Wysłany: 2012-08-30, 19:52   

Rodzina głoduje, bo ja netuje


Wiek: 40
Dołączyła: 17 Maj 2011
Posty: 1274
Skąd: Warszawa
Cza_net napisał/a:
madzia106 napisał/a:
Mogę zapytać ile płacicie za prywatne żłobki (razem z wyżywieniem)? Bo zastanawiam się czy tylko u nas tak drogo czy to standardowe ceny.

u nas 1100 zł za pakiet calodniowy z jedzeniem + wpisowe chyba 200 zl.
U mnie - 1150 zł plus 500 zł wpisowego.

Cza_net napisał/a:
madzia106 napisał/a:
Mąż jest za zlobkiem, ze niby z dzieciakami wiecej sie nauczy będzie bardziej otwarty i nie taki wstydliwy.

mam to samo zdanie.
Ja też :cool2: Widzę po Ninie, że dobrze jej robi kontakt z innymi dziećmi.
Cza_net napisał/a:
życzę jak najmniej chorób, ale z tym różnie może być niestety, zależy od dziecka
Nina - póki co w prywatnym klubiku nie chorowała. A jak będzie od września w państwowym - to się okaże :niepewny:
 
 
Madeleine Wysłany: 2012-08-30, 20:09   

Starsza Kobieta


Dołączył: 01 Wrz 2008
Posty: 8789
Leteecia napisał/a:

hmmm, a mnie się wydawało, że to wątek o ogólnym "problemie" powrotu do pracy. Założyła go Al., której dziecię zostawało z dziadkami, więc ani od niani, ani od żłobka się nie zaczynał ;)
8)
Nie chce mi się offtopu ciągnąć, ale generalnie ani żłobek, ani niania, nie są końcem świata, choć faktycznie to mocno od dziecka zależy, jak zniesie zmianę. Dla większości jest to jednak spory stres, niekoniecznie okazywany płaczem (np. Matylda ciągle się dopytuje - a pracuję od ponad pół roku - czy na pewno nie idę do pracy w weekend, a i poniedziałki są ciężkie. Poza tym oboje nie lubią, kiedy wychodzę przed ich pobudką, więc wstają bladym świtem. Dla niej ewidentnie byłoby lepiej, gdybym była z nią w domu).
Napisałam tylko, że z doświadczenia znam obie opcje i mimo niani z ogłoszenia, i tak okazała się lepszą opcją niż żłobek, z różnych względów. A i finansowo po odliczeniu braku brania zwolnienia na chore dziecko (cóż, od czego mają chorować latem? problem zacznie się jesienią) kalkuluje się porównywalnie ze żłobkiem. Tyle.

A w temacie - każda musi zrobić sama rachunek zysków i strat, dla siebie i dla dziecka. Na plusie zawsze składki emerytalne i brak dziury w życiorysie.

Leteecia napisał/a:

A tak nieco pozadzieciowo - jak przygotowujecie posiłki? Obiady/obiadokolacje w sensie?
obiady jemy w pracy - gotuję raz w tygodniu, w sobotę (2-3h łącznie to zajmuje ze zrobieniem zupy i 3 różnych obiadów), porcjuję do pojemników i mrożę. W pracy odgrzewamy.
Po powrocie z pracy dla dzieci podwieczorek i potem kolacja, normalna na zimno. Podobnie w tygodniu zasadniczo nie robimy zakupów (z wyjątkiem dokupienia owoców/ warzyw raz w tygodniu). Chleb i masło też zamrożone. Dzięki temu po powrocie do domu odpada cała kłopotliwa i męcząca część.
 
 
skrzacik Wysłany: 2012-08-30, 20:48   

Starsza Kobieta


Dołączyła: 02 Wrz 2008
Posty: 3685
Skąd: Warszawa
Ze względu na chorowanie ja bym się na żłobek nie zdecydowała. Szansa, że dziecko nie będzie chorować, a tym samym mama lub tata nie będą na zwolnieniu przynajmniej raz w miesiącu przez tydzień lub dwa jest naprawdę NIKŁA. Płacić i tak musisz, a pensja to 80% (jak słusznie zauważyła Mad).
Jeśli bym miała wybór, że z pensji (przy założeniu 100% frekwencji) zostaje mi 200 pln (lub mniej) to zostałabym w domu i próbowała dorabiać czymkolwiek. Mniej stresu dla mnie i dla dziecka.

Roczniak czy dwulatek uspołecznienia nie specjalnie potrzebuje, dopiero w okolicach końca trzeciego roku życia zaczyna go obchodzić, że się z kimś bawi i dzieli się przeżyciami.




 
 
Leteecia Wysłany: 2012-08-31, 07:17   

Poważnie uzależniona
cyborg


Wiek: 35
Dołączyła: 08 Wrz 2008
Posty: 3124
Skąd: Silesia
skrzacik napisał/a:
Roczniak czy dwulatek uspołecznienia nie specjalnie potrzebuje, dopiero w okolicach końca trzeciego roku życia zaczyna go obchodzić, że się z kimś bawi i dzieli się przeżyciami.

też tak zawsze myślałam, ale moja Młoda ostatnio mnie zaskoczyła. W kawiarnianej piaskownicy spotkała sporo dzieciaków, w większości starszych i... poszła grać z nimi w chowanego. Oczywiście nie wiedziała o co chodzi, ale sprawiało jej ogromną radość bieganie z dziećmi. A mogła przecież siedzieć w ukochanej piaskownicy i robić babki z ulubionych piesków. Mimo to wybrała interakcje z innymi, a przecież robiła trochę za małego błazna, bo nie wiedziała o co chodzi ;) I wtedy pomyślałam, że żłobek to może nie jest złe rozwiązanie i gdyby nie widmo chorób (i kategorycznego sprzeciwu małżonka) to być mooże warto by się zastanowić :niepewny:

No cóż, z obiadami też pójdę na żywca. Odgrzewanie w pracy nie wchodzi w grę, bo żadne z nas nie ma przerwy na lunch, a przynajmniej u T. - bez oficjalnej przerwy i możliwości zamknięcia się w biurze - ciągle ktoś czegoś chce. Ja muszę się dostosować czasowo, gdyż albowiem będziemy jeździć w większości 1 samochodem, bo zaczynamy i kończymy tak samo, prace są oddalone o jakieś max 10 min piechotą :cool2: Ale pomysł z sobotnim gotowaniem jest całkiem dobry :padam:
 
 
focia Wysłany: 2012-08-31, 09:47   

Starsza Kobieta


Wiek: 27
Dołączyła: 04 Wrz 2008
Posty: 5584
Skąd: Warszawa
Leteecia napisał/a:
godzinę z okładem spędzę w kuchni mi niedobrze i jeść się odechciewa

10 minut przygotowań, potem samo się robi.
Zupy - gotuję raz na tydzień gar bulionu, potem codziennie robię zupę na nim - zajmuje to naprawdę kilka minut.




 
 
zosiabg Wysłany: 2012-08-31, 10:49   

Starsza Kobieta


Wiek: 32
Dołączyła: 15 Paź 2008
Posty: 4061
focia napisał/a:
Zupy - gotuję raz na tydzień gar bulionu, potem codziennie robię zupę na nim - zajmuje to naprawdę kilka minut.


ostatnio weszłam na wyższy poziom. gotuje w sobote rosół, zamrażam w pojemnikach pt. baza na zupę a z mięsa które zostaje robie farsz i od razu pierogi/paszteciki w cieście polfrancuskim i tez je zamrażam. Efekt jest taki ze ostatnio w firmie śmieją sie z nas ze ciagle pierogi jemy.




 
 
Caska Wysłany: 2012-08-31, 11:20   

Forumowy wyjadacz


Dołączyła: 02 Wrz 2008
Posty: 2214
Skąd: Gliwice
skrzacik napisał/a:
Roczniak czy dwulatek uspołecznienia nie specjalnie potrzebuje, dopiero w okolicach końca trzeciego roku życia zaczyna go obchodzić, że się z kimś bawi i dzieli się przeżyciami.


To raczej od dziecka zależy, N. jak jeszcze mówiła po swojemu to jednym ze słów, które wymawiała wyraźnie było imię ulubionej koleżanki ze żłobka :)
Myślę, że każdy zna swoje dziecko - jednym z powodów, dla których zdecydowałam się na żłobek zamiast niani był właśnie fakt, że już wtedy (jak miała 1,5 roku) wyraźnie było widać, że lubi towarzystwo innych dzieci i woli bawić się z nimi niż sama.




 
 
Kate Wysłany: 2012-08-31, 12:27   

Rodzina głoduje, bo ja netuje


Dołączyła: 05 Wrz 2008
Posty: 1251
Swojego czasu też się zastanawiałam nad opcją żłobek/niania.
Wybrałam żłobek i drugi raz też zdecydowałam się na takie rozwiązanie.
Minusem żłobka rzeczywiście były choroby przez pierwszy rok, potem było zdecydowanie lepiej.
Plusem to, że:
Żłobek był zawsze - tzn. nie musiałam liczyć się z wypadkami losowymi, typu niania na chorobowym, nagle rezygnująca z pracy, itp.

Część pracy wykonuje w domu i po roku przerabiania tej opcji przy dzieciach mówię zdecydowane nie :masakra: - jakoś nie widzę tego w opcji, że ja pracuję w domu, a niania zajmuje się dzieckiem, ale być może jest to łatwiejsze na większym metrażu.
Dlatego dla mnie opcja żłobka jest o tyle wygodniejsza, że mam przestrzeń dla siebie.
 
 
zaraza Wysłany: 2012-08-31, 20:26   

On znów gotuje bo ja wciąż netuje


Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 1808
Skąd: z epidemii
Caska napisał/a:
skrzacik napisał/a:
Roczniak czy dwulatek uspołecznienia nie specjalnie potrzebuje, dopiero w okolicach końca trzeciego roku życia zaczyna go obchodzić, że się z kimś bawi i dzieli się przeżyciami.


To raczej od dziecka zależy, N. jak jeszcze mówiła po swojemu to jednym ze słów, które wymawiała wyraźnie było imię ulubionej koleżanki ze żłobka :)
Myślę, że każdy zna swoje dziecko - jednym z powodów, dla których zdecydowałam się na żłobek zamiast niani był właśnie fakt, że już wtedy (jak miała 1,5 roku) wyraźnie było widać, że lubi towarzystwo innych dzieci i woli bawić się z nimi niż sama.

Ale Skrzacikowi nie chodziło o fakt, ze małe dzieci nie bawią się z rówieśnikami. Zawsze towarzystwo innych dzieci jest ciekawe, "bo coś się dzieje". Więc maluchy zawsze ciągną do siebie.
Po prostu nie jest im to niezbędne w rozwoju. U mnie roczna mała była zachwycona możliwością zabawy z dziećmi. Chodziła do prywatnej placówki - niechętnie przyjęta, bo "piersiowa" a ja odmówiłam odstawienia - nigdy nie płakała, biegła z radością.
Jednak kwestia ciągłych chorób okazała się nie do przejścia i po roku musiałam zrezygnować. I mimo, że chodziła przez cały rok, w trakcie dopytywała się o ulubioną koleżankę, o panią opiekunkę - nie tęskni. Nie miała żadnych problemów z przestawieniem się, ze teraz jest z mamą w domu.
A gdyby tak postąpić z przedszkolakiem (czyli dzieckiem dwa lata starszym) zabranie od ulubionej koleżanki, od grupy rówieśników było by zarówno w pewnym sensie osobistą tragedią malucha jak i zabraniem dość ważnych elementów w jego rozwoju.

Cytat:
Ze względu na chorowanie ja bym się na żłobek nie zdecydowała. Szansa, że dziecko nie będzie chorować, a tym samym mama lub tata nie będą na zwolnieniu przynajmniej raz w miesiącu przez tydzień lub dwa jest naprawdę NIKŁA.

Pod tym się podpiszę - moje dziecko do momentu pójścia do żłobka (a w zasadzie kameralnego klubiku gdzie było 5-8 szt dzieci) nie wiedziało co to katar. Przez pierwszy rok życia nigdy nie chorowało. Żadnych karatrów, rotawirusów itp. W żłobku tydzień w domu, tydzień w placówce - prawie cały rok :masakra: I cały ten czas na piersi - min aby wspomagać jej odporność.
Mało tego okazało się, że ja i mąż błyskawicznie się od niej zarażamy i ciągle ktoś był chory. Żadne naturalne metody wspomagania odporności typu czosnek, cytryna miód itp nie działały. Wcześniej nigdy nie chowaliśmy, nawet na grypę się nie szczepiliśmy, bo i po co?
Kwestia chorób dziecięcych zdecydowanie nas przerosła.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



forumla.pl - fora internetowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group