Babiniec Cafe Strona Główna

Poprzedni temat «» Następny temat
Kiedy powiedzieć "dość"?
Autor Wiadomość
Alma_ Wysłany: 2013-10-20, 08:44   

Starsza Kobieta


Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 4490
Licho, wyrazy współczucia :(




 
 
Pucia Wysłany: 2013-10-21, 08:32   
Starsza Kobieta


Jak do nas trafilas?: G.
Dołączyła: 05 Wrz 2008
Posty: 3694
Skąd: Warszawa
Jestem w podobnej sytuacji jak Licho, czyli stoję na progu podjęcia decyzji. Decyzję, że trzeba będzie uśpić wkrótce suczkę, która jest u mojej mamy w zasadzie już podjęłam. Ledwie chodzi, potyka się o nogi tylne, jak się potknie - ciągnie zad do dywanu, posłania, żeby posiedzieć a potem z trudem wstać. Mniej je (choć ostatnie dni, gdy byłam u mamy akurat jej apetyt wzmocniły - to zasługa gotowania rosołu chyba), średnio widzi (wpada na różne krzaki i słupy), codziennie załatwia się w domu... nie popłakuje, ale w zasadzie śpi i widzę po oczach, że nie jest dobrze. No, dość, że trzeba ją uśpić. Pytanie kiedy dokładnie to pytanie o najbliższe dwa -trzy tygodnie. Trzeba pragmatycznie spojrzeć na możliwość pochówku (zanim zima nadejdzie i ściśnie wszystko dookoła), na to, że jak będzie ślisko to ona się potknie i wtedy z dnia na dzień będzie problem. A problem jest, bo moja mama sama choruje poważnie, więc psem muszę zająć się ja.

I teraz mam pytanie z serii innych - jak powiedzieć o tym dzieciom? Zastanawiałam się, czy dać im możliwość przytulenia ostatni raz, choć jej już z tym ciężko, bo one chcą się bawić jak kiedyś, przytulają za mocno albo nie wtedy, gdy ona daje radę, czy też dać spokój i powiedzieć już po. Aga płacze, jak widzi psa, który samotnie biega po osiedlu, że się zgubił, że ktoś za nim tęskni, płacze, gdy wyjeżdżamy.... I co powiedzieć? Jakie są Wasze doświadczenia...?




SPRZEDAM CZARNĄ VESPĘ GTS 250

Syn
Córa


...No matter how long it rains, the sun will come shining one day....
 
 
ancymonka Wysłany: 2013-10-24, 11:00   

Net włączony- gar z zupą spalony


Dołączyła: 05 Wrz 2008
Posty: 668
Pucia, skonsultuj się z wetem, trzymaj się

u nas natura zdecydowała i było nam wszystkim ciężko, odszedł członek naszej rodziny
sytuację wytłumaczyłam dziecku dość ramowo,
mimo, że minęło sporo czasu, wspomina nadal, rozmawiamy
kupiłam parę książek o tematyce śmierci, czytamy




Dzieci odzwierciedlają to, co otrzymują. Hunt
 
 
Licho Wysłany: 2013-10-24, 11:34   

Forumowy wyjadacz


Dołączyła: 10 Wrz 2008
Posty: 2240
Skąd: z maliniaka
Na temat rozmów z dziećmi nic mądrego nie powiem

Pucia napisał/a:
Trzeba pragmatycznie spojrzeć na możliwość pochówku (zanim zima nadejdzie i ściśnie wszystko dookoła), na to, że jak będzie ślisko to ona się potknie i wtedy z dnia na dzień będzie problem.

Istnieją trzy opcje:
Dwie legalne:
1. Utylizacja - czyli zostawia się zwłoki psa u weta i on przekazuje do spalarni.
2. Psie cmentarze - ale nie wiem jak to się załatwia, wiem, że taki jest pod Warszawą
I niezgodny z przepisami:
3. Zakopanie psa gdzieś, gdzie sobie upatrzyliśmy (na przykład w ogródku). Ale za to może być grzywna/mandat/kara.




:police:
 
 
MarMaja Wysłany: 2013-10-24, 11:36   

Starsza Kobieta


Dołączył: 01 Wrz 2008
Posty: 3796
Pucia, ja dałbym szansę pożegnać się, to bardzo ważne jest.
Powiedziałabym też, że pies jest bardzo chory i będzie musiał iść do zwierzęcego szpitala. Następnie zabrałabym psa na ostatnią wizytę i dopiero później, po pewnym czasie powiedziałabym dzieciom o ostatecznym rozwiązaniu - o tym, że niestety był bardzo ciężko chory, ale jest już w psim niebie i tam jest mu dobrze.
Mnie więcej tak to zrobiłabym, ale nie znam Twoich dzieci i jest to na tyle delikatna sytuacja, że czasem drobne niuanse mają znaczenie.
U mnie sytuacja jest inna, bo moje dziecko ze śmiercią pierwszy raz spotkało się w wieku 2 lat, później 4, 6 i dla nas to jest zwykły temat. Dodatkowo wychowuje się ze zwierzakami na co dzień, więc u nas jest trochę inaczej.


Licho bardzo mi przykro, że to stało się tak szybko :tulam:




KOMU KSIĄŻKĘ? KOMU? :D Fruziaki :love:
Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w marzenia! :cwaniak:
 
 
Pucia Wysłany: 2013-10-24, 12:21   
Starsza Kobieta


Jak do nas trafilas?: G.
Dołączyła: 05 Wrz 2008
Posty: 3694
Skąd: Warszawa
Dziewczyny,
dziękuję Wam za głosy, za odzew.

Licho,
znam te możliwości. W praktyce z racji różnych zostaje opcja nr 1 lub opcja nr 3,zobaczymy co powie weterynarz.

MarMaja,
pewnie tak byłoby najlepiej psychologicznie, ale powiem szczerze, że po weekendzie spędzonym na obserwacji psa zrezygnowałam z tego, żeby zawieźć dzieci specjalnie tam i dać im jeszcze raz przytulić. Uznałam, że z suczką jest na tyle kiepsko, że taka wizyta będzie dla niej ciężarem a i dla dzieci szokiem, bo stan jej pogarsza się bardzo (tzn. staje się po prostu bardziej widoczny). Na pewno nie zamiotę sprawy pod dywan, powiem, że chorowała, że trzeba ją było leczyć, ale że się nie udało wyleczyć, bo muszą wiedzieć, czemu jej już nie spotkają. To będzie pierwsza taka namacalna śmierć w rodzinie,ale z Bajką jest na tyle kiepsko, że nie możemy już zwlekać, ja to przynajmniej tak widzę... Strasznie mi przykro, smutno i w ogóle :zalamany:




SPRZEDAM CZARNĄ VESPĘ GTS 250

Syn
Córa


...No matter how long it rains, the sun will come shining one day....
 
 
MarMaja Wysłany: 2013-10-24, 12:30   

Starsza Kobieta


Dołączył: 01 Wrz 2008
Posty: 3796
Odnośnie kwestii pochówku ukochanego zwierzaka to u mnie to też nie będzie łatwa sprawa. O ile z jednym psem można było sobie poradzić znajdując mu potajemnie miejsce w rodzinnym ogródku, to z moimi 7 futrami i brakiem ogródka pod ręką sprawa nieco komplikuje się.
Biorąc pod uwagę swoje doświadczenia to całkowicie popieram cmentarze dla zwierząt i poważnie rozważam wykupienie takiego miejsca, bo jednak nie wyobrażam sobie któregokolwiek futra pozostawionego w lecznicy :zalamany:




KOMU KSIĄŻKĘ? KOMU? :D Fruziaki :love:
Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w marzenia! :cwaniak:
 
 
Licho Wysłany: 2013-10-24, 19:47   

Forumowy wyjadacz


Dołączyła: 10 Wrz 2008
Posty: 2240
Skąd: z maliniaka
MarMaja, my z mężem zawsze staramy się znaleźć jakieś ładne miejsce w lesie. Nie chowamy ich w ogródku.

Odejście Niki bardzo przeżyłam, na tyle ciężko, że mąż sam zaproponował, żebym już nie towarzyszyła w zakopywaniu. I przyznałam mu rację, bo tym razem lepiej, żebym nie wiedziała gdzie ona leży.

Tym bardziej nie mam tutaj skrupułów (w znaczeniu zakopywania w lesie), że nie odeszła na żadną zakaźną chorobę, która może zaszkodzić zwierzakom w lesie. Cmentarz do mnie nie przemawia. Nie znoszę cmentarzy.




:police:
 
 
MarMaja Wysłany: 2013-10-24, 19:56   

Starsza Kobieta


Dołączył: 01 Wrz 2008
Posty: 3796
Licho, dla mnie generalnie najlepszą opcją jest wersja amerykańska czyli skremować, zabrać ze sobą a później rozsypać w przyjemnym miejscu ;)
Zakopywanie w lesie nie jest dla mnie.




KOMU KSIĄŻKĘ? KOMU? :D Fruziaki :love:
Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w marzenia! :cwaniak:
 
 
nata Wysłany: 2014-08-04, 12:18   

Poważnie uzależniona


Dołączyła: 05 Wrz 2008
Posty: 3212
Skąd: ...
Powoli zacynamy oswajać się myślą, że i my będziemy musieli w końcu powiedzieć "to koniec" :zalamany: Nasz mies miał guza śledziony, operowaliśmy go w grudniu, guz usunięty w całości, śledziona też. Przez kilka miesięcy po operacji było super, pies zyskał nowe życie, ale nie na długo... W sobotę dowiedzieliśmy się, że jest przerzut, duży... Stan ogólny psa jest zły, już prawie nie chodzi (potężne zwyrodnienie kręgosłupa, sprawiający duży ból, musimy go wynosić i wnosić do domu, we dwoje, bo waży 45kg... Wczoraj już na nas warczał i piszczał, co oznacza, że pomimo sterydów ból jest ogromny), anemia (od guza), no i prawie 7cm guz... Dostał sterydy, antybiotyk, jeśli to go postawi na łapy, to możemy rozważać zabieg usunięcia narośli, ale lekarka raczej nie dawała dużych szans... Tym bardziej, że kręgosłup jest w fatalnym stanie, tak więc nie ma to już chyba większego sensu...
Zdaję sobie sprawę, że zbliża się chwila podjęcia decyzji o ostatecznym kroku i stracznie mi z tym źle. Widzę, jak on cierpi i czuję się z tym strasznie...
Nie wiem jak mam zorganizować pożegnanie (czy lekarz może przyjechać do domu?), nie wiem też jak mamy to wszystko wytłumaczyć naszemu prawie czterolatkowi, który kocha tego psa nad życie. Wie, że on jest już stary, chory, bo tłumaczymy, wie, że bolą go łapki, i brzuch... Ale jak mamy wytłumaczyć, że trzeba się z nim pożegnać, że go więcej nie będzie? :rozpacz:




:clover: :clover:
 
 
Alma_ Wysłany: 2014-08-04, 13:34   

Starsza Kobieta


Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 4490
nata, bardzo wspolczuje :( Nie umiem nic doradzić, przykro mi :(




 
 
MarMaja Wysłany: 2014-08-04, 14:32   

Starsza Kobieta


Dołączył: 01 Wrz 2008
Posty: 3796
nata, przykro mi :tulam: Przechodziłam to samo 2 miesiące temu, kiedy przegrywaliśmy 7- miesięczną walkę o kota.

Jeśli przywiezienie psa do lecznicy jest dla Was dużym obciążeniem, to jak najbardziej poproście lekarza o wizytę domową. Najwyżej nie zgodzi się, ale np. moja wetka poproszona o taką przysługę przyjeżdża do stałych pacjentów.
Trudno doradzać innym, jeśli nie wiadomo, jakie jest podejście do śmierci - u nas sprawa była prosta, bo moje dziecko śmierć i odchodzenie miało przerobione od 2 roku życia, bo uczestniczyło z nami w pogrzebach (co 2 lata był jakiś :masakra: ) i wszystko wiedziała.

Dziecku najlepiej powiedzieć jak najprościej.
Ogólnie to chyba powiedziałabym chyba mniej więcej tak, że pies jest bardzo słaby, chciałby już zasnąć i odpocząć, dlatego doktor da mu specjalny zastrzyk na sen, po którym będzie bardzo długo spał i dlatego trzeba pożegnać się z nim.




KOMU KSIĄŻKĘ? KOMU? :D Fruziaki :love:
Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w marzenia! :cwaniak:
 
 
nata Wysłany: 2014-08-04, 15:03   

Poważnie uzależniona


Dołączyła: 05 Wrz 2008
Posty: 3212
Skąd: ...
Dziękuję dziewczyny.

MarMaja napisał/a:
Jeśli przywiezienie psa do lecznicy jest dla Was dużym obciążeniem

Dojazd dałoby się zorganizować, ale chodzi o to, że wolimy, żeby zasnął w domu. Gdzieś kiedyś zasłyszałam, że to niemożliwe, bo lekarze mają zakaz podawania zastrzyku poza lecznicami (?) Nie wiem na ile w tym prawdy :niepewny:
Póki co oswajam temat, przygotowuję się do tego psychicznie... Mam jeszcze kilka dni, bo pies w ramach, jak to ujęła lekarka, opieki paliatywnej dostał serię sterydów i inne leki. Chcemy je podać do końca, żeby mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko... Ale z drugiej strony patrzeć jak cierpi... Od kilku dni nic nie jadł, robi pod siebie, dzisiaj już nawet nie wynosiliśmy go na dwór, bo przy tym piszczy i nam serce pęka. Wyć mi się chce :rozpacz: Zdroworozsądkowo wiem, że na 99% lepiej nie będzie, ale moja mniej rozsądna strona nadal liczy na cud.
Miałam nadzieję, że już nigdy więcej nie będę musiała stać przed taką decyzją... Najgorsze jest jeszcze to, że ja będę musiała się wszystkim zająć, bo mój stary w tematach cierpienia zwierząt nie daje rady i to ja muszę zaciskać zęby i jeszcze go pocieszać...

MarMaja napisał/a:
pies jest bardzo słaby, chciałby już zasnąć i odpocząć, dlatego doktor da mu specjalny zastrzyk na sen, po którym będzie bardzo długo spał i dlatego trzeba pożegnać się z nim.

Wielkie dzięki! Muszę go oswoić z tematem...




:clover: :clover:
 
 
Brzoza Wysłany: 2014-08-04, 17:35   

Net włączony- gar z zupą spalony


Dołączyła: 23 Wrz 2008
Posty: 848
Skąd: Podlasie
nata, bardzo mi przykro... :(




:serce: :serce:
 
 
farmerka Wysłany: 2014-08-04, 18:15   

Net włączony- gar z zupą spalony


Wiek: 37
Dołączyła: 21 Wrz 2009
Posty: 949
Skąd: z zachodu
nata, strasznie mi przykro :( wspolczuje :tulam:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



forumla.pl - fora internetowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group