Babiniec Cafe Strona Główna

Poprzedni temat «» Następny temat
czy krzyczycie na dzieci?
Autor Wiadomość
awangarda w stylu retro Wysłany: 2012-03-13, 18:41   

Starsza Kobieta


Wiek: 40
Dołączyła: 06 Wrz 2008
Posty: 3513
adriana, pierwszy raz :) bo chcora jestem i nie mama sily sie uzerac z wyjcem :masakra:

upta, sprobuje ubierac,bez slowa ubierac ;)

bajka niestety nie dziala :masakra:

edit: wpadlo mi do glowy wasnie, ze Gajka przez dlugi okres czasu ubierana byla przez kogos innego. i moza ona w ten sposob protestuje przeciwko zmianie?




"Nie ocalimy wszystkiego, co byśmy pragnęli. Ale uratujemy o wiele więcej, niż mogłoby ocaleć, gdybyśmy w ogóle nie podjęli naszych starań" Sir Peter Scott
 
 
gustawa Wysłany: 2012-03-13, 18:49   

Net włączony- gar z zupą spalony


Dołączyła: 08 Wrz 2008
Posty: 1014
Skąd: z nad morza
Ja bym połączyła rady adriany i upty chyba. Tzn rytuał: czyli nie ma śniadania/bajek/zabawy w piżamie, i unikałabym słowa "ubieranie".

Na moje dziecko słowo "spanie' działa jak płachta na byka i jak mówię o spaniu, to Hanka robi wszsytko to czego robić nie ma. Jak mówię jej że czas poodpoczywać, poczytać ksiażeczki, poprzytulać się to w dyrdy biegnie do łóżka i jest cała zadowolona, a zasypia bez miałknięcia. Wystarczy wspomnieć o spaniu i problemy gotowe.

Więc może Gaję sposobem podejść? :niepewny:




Ptysiowo
 
 
iga Wysłany: 2012-03-13, 20:56   

Forumowy wyjadacz


Dołączyła: 01 Wrz 2008
Posty: 2460
Skąd: z granicy
A tak w ogóle to pisząc
iga napisał/a:
a jakbyś po prostu przyniosła jej ubranie, bez zapowiedzi?
miałam na myśli mniej wiecej to:
upta napisał/a:
bez słowa zacząć ją ubierać lub położyć jej ubrania, żeby sama zaczęła?

Piotrek też mi zwiewa, jak chcę go ubrać, ale jak juz mam ze sobą ubrania, to jakos udaje mi sie tę kwestię opanować.
I zasada typu najpierw ubranie, potem przyjemnosci tez powinna zadziałać :) Powodzenia!




Pietruszek doczekał się brata
 
 
o_szustka Wysłany: 2012-03-13, 21:24   

Net włączony- gar z zupą spalony


Dołączył: 11 Wrz 2008
Posty: 704
Skąd: z chmur
To prawda, że pozwolenie na wybieranie może być biczem kręconym na siebie... ech, co dziecko to inna metoda. U nas działają zaklęcia np. "mus to mus". Często jak mówię, że musimy zmienić pieluchę, bo pupa się odparzy, bo zdrowo i blablabla, to nie skutkuje, jak powiem "mus to mus" i trzeba - to działa w trymiga!
Innym zaklęciem, którego używamy jest : "koniec-kropka-punkt" też działało, teraz jakby mniej je stosujemy, bo Agata przestała marudzić w aucie, ale tak z pół roku temu to było na tapecie non stop.




"Na špatné věci pro ty dobré zapomínám"

 
 
Alix Wysłany: 2012-03-13, 21:55   

Starsza Kobieta
stara schizara...


Dołączyła: 22 Sie 2008
Posty: 5113
Skąd: z antykwariatu...
My przerabiamy ubieranie w zabawę. Najczęsciej to jest coś w stylu: jak cię zlapię to zobaczysz; łaskotki; ooo jest noga, nie ma nogi; komentarz sportowy - pierwsza noga biegnie przez nogawkę, YEEES, dobiegła do mety!!
U nas działa do tego stopnia, że Maciek biegnie z wanny goły, wskakuje na łóżko i krzyczy: "Jesczze z Tobą nie skończyłem!!" (stały tekst taty przy wieczornym ubieraniu ;) ).




Każdy plan można zmienić, lecz wolę życie bez planu - jak tylko odkurzę mieszkanie, zdobędę mury Libanu...
 
 
Dobra Wysłany: 2012-03-15, 13:21   

Starsza Kobieta


Wiek: 41
Dołączyła: 02 Wrz 2008
Posty: 3661
Przeczytałam wątek już jakiś czas temu, ale nie chciałam się tu wywnętrzać z uczuciami ;)

wyciągnęłam jednak dziś wątek blogowy, a fragment znalezionego bloga chciałam wpisać tu.
To któraś z Was? :hyhy: Bo mam ochotę uściskać.... :zawstydzony: (tak, jestem królową empatii) :cwaniak:

za: http://a-kocica-papierosa.blog.pl/

Cytat:


Dobra, jestem o krok.

O krok od a) wielkiej ucieczki do lasu na księżyc - i to jest wariant bezkrwawy, lub b) przegryzę sobie tętnicę szyjną i rzucę się dla pewności pod tira.

SERIO.

Tak, drogi pamiętniczku, oto jak naprawdę wygląda macierzyństwo - jest piękniejsze i STRASZNIEJSZE JESZCZE JEST.
STRASZNIEJSZE, bo jest straszne. Bo jest schizofrenią, bo kochasz, ale pragniesz zatłuc. Chociaż nie, wcale nie pragniesz, przecież kochasz nad życie, więc nie wypada PRAGNĄĆ. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Po prostu wstydzisz się przed sobą i przed światem, że pod tym bielmem, tą trzecią powieką, która ci w chwilach obłędu oko pokrywa, miga jakaś scena z horroru, z piły, tylko przez ułamek sekundy, przez mgnienie, jakieś lśnienie, w każdym razie krew, dużo krwi. Nie unosi się gniewem. A potem jest kac. I rozdwojenie osobowości, czy raczej tego co z niej zostało, co nie zostało zmiksowane razem z mózgiem na papkę marchewka z cielęcinką. Nie pamięta złego. Takie uczucie, że ach, tyle podłości i że jak to jest urządzone, że wszelkie dobro obraca się w proch, perzynę i błąd wychowawczy. No bo umówmy się, dzieciątka trzeba niestety trzymać żelazną ręką za pysk, komu się ta trudna sztuka nie udała, kisia lala, będzie smażył się w piekle własnej rodzinki peel. Wszystko znosi. I że nie zniosę tego ani chwili dłużej, niech mnie ktoś ratuje. Chaos, chaos. On mnie zabije. Nienawidzę chaosu. Nie potrafię funkcjonować w chaosie. I w bałaganie. To kabaret owca, czy mój dom?

Tak, jesteśmy chorzy.
Tak, dziesięć dni razem, w domu, w synergicznym splocie, trzydzieści siedem i pół z rana. Tak, na zmianę tu gile, tam kaszel, tu kaszel, tam gardło, tu gardło, tam gile, a na koniec (buhaha, kto powiedział, że to koniec?) ząb.
Zupa dębowa.

Czuję, że robi mi się skowyt.

We wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.

(Podobno istnieje książka wychowawcza, co jak się ją przeczyta, to jest pięknie i niedrogo, wszelkie rafy się opływa galeonem macierzyństwa na pełnych żaglach, zawsze świeci słońce, bałwan śpi, szkorbut nie istnieje, a kapitan nie ma ani jednej drewnianej nogi. KTOŚ CZYTAŁ?)

Miłość nigdy nie ustaje.


Japierdole.




Kocham Miłosza bardzo. Ale czasem trzask pękającego szkliwa na moich zaciśniętych zębach uświadamia mi, że ta miłość jest bardzo bardzo trudna. Niezliczoną ilość razy robiło mi się ciemno przed oczyma.... Jeśli krzyczę - mam potem kaca. Bo ja - będąc dzieckiem - poznałam tylko taki sposób rozwiązywania konfliktów. Nie, nie jest to usprawiedliwienie dla mojego zachowania, raczej świadomość, że takie zachowania się przekazuje - a to "dar" którym nie chcę się dzielić z synkiem.


lilia napisał/a:
rudegal ostatnio do mnie dotarło że skoro my tak zasuwamy i pędzimy i nie mamy czasu na nic i sami jesteśmy tym zmęczeni i zdenerwowani to co muszą czuć nasze dzieci - są zagubione i nie nadążają za nami a my je tylko poganiamy a one maja z nami 2-3h dziennie :masakra:


Miałam niedawno te same przemyślenia. Odbierając Miłka z przedszkola przestałam "wymyślać" zajęcia (biblioteka, poczta, sklep, kulki....). Po prostu jedziemy do domu i mamy godzinę dla siebie - na zabawy, łaskotki na łóżku etc. I nie wiem czy to dlatego - ale Miłosz jest spokojniejszy, więcej się bawi sam... Jest "nasycony", więc mniej się awanturuje o uwagę. Metoda u nas się sprawdziła, może i u Was będzie podobnie? :)




 
 
late Wysłany: 2012-03-15, 13:52   

Rodzina głoduje, bo ja netuje


Dołączyła: 11 Paź 2008
Posty: 1383
Skąd: Anglia
Dobra, dzieki za post i wogole mam podobne przemyslenia, a autorke cytatu kocham :zawstydzony:

ALE, zastanawiam sie czasami, co ze mna (a tym samym innymi matkami do mnie podobnymi) jest nie tak.

Ja rozumiem, ze stres, ze kazdy jest inny, ze chaos, ze dzieci sa rozne, ale na boga to tylko dzieci i to tylko macierzynstwo, wychowanie, czesc zycia, dla wielu nieodlaczna.
Widze matki, ktore przez macierzynstwo 'plyna', maja 2, czy 3 dzieci, czysto w domu, prace na pol etatu, wychodza do kina i wyjezdzaja na rodzinne wakacje na Seszele.
Widze mamy z rodzin para-patologicznych, ktore w jednym wozku wioza 3 dzieci, ze zrobionymi paznokciami, z zakupami na lunch, z dziecmi, ktore potrafia sie bawic sam i sa grzeczne.

Ja tak nie potrafie. Wszystko mnie przerasta, jest trudne no takie, jak w przytoczonym cytacie. Dlaczeg? Czy to wynika z wygorowanych oczekiwan, amibicji, faktu, ze wszystko analizuje po pincet razy???? A moze po prostu niektorzy nie nadaja sie do bycia rodzicem? :niepewny:
 
 
cattalina Wysłany: 2012-03-15, 14:06   

Net włączony- gar z zupą spalony


Dołączyła: 04 Wrz 2008
Posty: 755
Dobra, dzięki za ten link! Bomba!

Dobra napisał/a:
mamy godzinę dla siebie - na zabawy, łaskotki na łóżku etc. I nie wiem czy to dlatego - ale Miłosz jest spokojniejszy, więcej się bawi sam

To jest dobry sposób.
Ja od jakiegoś czasu stosuję taki kwadrans rano - czułe budzenie, buziaki, łaskotki, gilgotki, bitwy poduszkowe, przekomarzanki, wierszyki, sekrety na ucho.
Moje dziecko całkiem inaczej rozpoczyna dzień a i mnie sprawia to wielką przyjemność.

Late, ja myślę, że to nie do konca tak. Zawsze dla patrzącego z zewnątrz pewne rzeczy wyglądają inaczej.
Tak jak jedna moja koleżanka - szczyci się, że sama z dwójką dzieci, kariera, mąż, wysprzątany dom, itd. Ale nie wszyscy wiedzą, że dziecmi się praktycznie nie zajmuje (niania, babcia), że dom sprząta pani, itd.




Myślisz i masz.
szczęście
 
 
efa Wysłany: 2012-03-15, 18:50   

Net włączony- gar z zupą spalony


Jak do nas trafilas?: z gimbli
Dołączyła: 15 Wrz 2008
Posty: 1132
Skąd: Lublin
late napisał/a:
Widze matki, ktore przez macierzynstwo 'plyna', maja 2, czy 3 dzieci, czysto w domu, prace na pol etatu, wychodza do kina i wyjezdzaja na rodzinne wakacje na Seszele.

Ja tak nie potrafie. Wszystko mnie przerasta, jest trudne no takie, jak w przytoczonym cytacie. Dlaczeg? Czy to wynika z wygorowanych oczekiwan, amibicji, faktu, ze wszystko analizuje po pincet razy???? A moze po prostu niektorzy nie nadaja sie do bycia rodzicem? :niepewny:

Oj trafiłaś dokładnie w moje odczucia. Kiedy Grześ się urodził, kompletnie nie byłam w stanie radzić sobie sama z dwójką. Na szczęście miał i ma mi kto pomagać, ale ja miałam mega wyrzuty do siebie, że nie mogę/nie potrafię sama. Wydawało mi się, że wszędzie na osiedlu widzę zadbane i uśmiechnięte mamy z dwójka maluchów, które są w stanie wyjść razem z nimi na spacer. I tylko ja tak nie umiem. Tzn. wyjdę, ale jestem cała mokra, zdenerwowana i wcale nie taka uśmiechnięta jak te inne mamy.
Do tej pory się zastanawiam czy mam za dużo wymagam od siebie czy tak jak napisała cattalina z zewnątrz wszystko wygląda inaczej, lepiej.




Razem
Piotruś
Grześ
 
 
awangarda w stylu retro Wysłany: 2012-05-05, 18:00   

Starsza Kobieta


Wiek: 40
Dołączyła: 06 Wrz 2008
Posty: 3513
jestem z siebie dumna. wracalysmy dzis z zakupow/lodow/spaceru. Gaja na koniec miala obiecany plac zabaw, poszlysmy. po jakism czasie zaczelo zbierac sie na deszcz wiec zarzadzilam odwrot, a moja corka focha ;) . bylam padnieta, obolala, z obrzekiem nog, w srodku mi sie zagotowalo :zawstydzony: . jakims cudem sie opanowalam, podeszlam do Gajki siedzacej na lawce, powiedzilam, ze rozumiem, ze chce zostac na placu zabaw, ja tez bo tu fajnie jest- pojde za klamstwa do piekla :masakra: -ale musimy sie juz zbierac poniewaz :
- mama sie zle czuje
- zaraz zacznie padac
- trzeba isc zjesc obiad.
po czym zamilklam, zastanwiajac sie co zrobie gdy bedzie kolejny foch :masakra:

Gaja wstala, podala mi lapke i powiedzila: ok, idziemy :szok: :szok:




"Nie ocalimy wszystkiego, co byśmy pragnęli. Ale uratujemy o wiele więcej, niż mogłoby ocaleć, gdybyśmy w ogóle nie podjęli naszych starań" Sir Peter Scott
 
 
lilia Wysłany: 2012-05-05, 18:24   

Starsza Kobieta


Dołączyła: 05 Wrz 2008
Posty: 3974
Skąd: Kraków
awa brawo :ok: no i Gaja grzecznie zareagowała
u nas czasem taka metoda działa a czasem musi skończyć się szantażem

ale i ja ostatnio mniej krzyczę, jakoś dałam sobie spokój z niektórymi pierdołami o które toczyłam wieczne boje, czasem jeszcze mi wraca ale... chyba szkoda czasu a do tego mam wrażenie że niektórych spraw on nie ogarnia i może za jakiś czas wrócimy

oczywiście jak to w cytacie powyżej (na marginesie GENIALNY!!!) nie było by tak idyllicznie i książkowo gdyby nowe kwiatki się nie pojawiały, ale chyba już takie nasze matczyne przeznaczenie przeżywać i odkrywać nowe wyzwania wraz z rozwojem bachorexów

mnie i tak najbardziej przeraża okres ich dorastania :oczami:
 
 
Cafe-boy Wysłany: 2012-09-18, 18:42   
Rozrywka w eterze -głupawka mnie bierze


Wiek: 35
Dołączył: 25 Lut 2012
Posty: 88
Jak mówią: małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot.
W kwestii krzyczenia mamy nieraz mają większą tendencję do podnoszenia głosu niż tatusiowie, bo są bardziej emocjonalne, ale zwykle są mniej stanowcze...




I Bóg stworzył kobietę...
 
 
Wiooletta Wysłany: 2015-12-10, 12:44   
Pampersa mi dali i nowym nazwali


Dołączył: 02 Gru 2015
Posty: 10
Mój szkrab to prawdziwy urwis. Kocham go strasznie ale czasem jak cos wywinie to nalezalby mu sie pożądny klaps w tyłek. Staram się nie krzyczec ale wtedy dziecko nie zawsze slucha. Nie jestem zwolenniczka stresowego wychowania ale uwazam ze nie mozna tez dac sobie wejsc na glowe boz kazdymrokiem moze byc coraz gorzej..
 
 
sisi18 Wysłany: 2016-01-28, 08:52   
Pampersa mi dali i nowym nazwali


Dołączył: 23 Wrz 2014
Posty: 16
Chyba każdemu zdarza się krzyknąć, nic aż tak złego w tym chyba nie ma :)
 
 
alina12 Wysłany: 2017-01-18, 16:08   
Pampersa mi dali i nowym nazwali


Dołączył: 06 Sty 2017
Posty: 10
Czasem się zdarza:)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



forumla.pl - fora internetowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group